Chcecie być sławni? Nie idźcie drogą tłumacza pisemnego

Chcecie być sławni? Nie idźcie drogą tłumacza pisemnego

Pewnie znajdą się tacy, którzy pracę tłumacza utożsamiają z bezstresowym siedzeniem za biurkiem, piciu kawy i słuchaniu muzyki w gronie takich samych leni, którym pieniądze spadają jak manna z nieba. Rzeczywistość okazuje się bardziej brutalna. Ciągła praca pod presją, duża odpowiedzialność za każdy błąd. Wystarczy tylko jedna pomyłka, sens wypowiedzi może zostać zmieniony, a to pociąga za sobą nieprzyjemne konsekwencje.

Z drugiej strony praca tłumacza pisemnego bywa niedoceniana. Nie zabijają się o nich największe portale i telewizje w Polsce, a ludzie nie proszą o autograf, nie rozpoznają na ulicy. Bez odpowiedniej wiedzy, umiejętności i przygotowania mentalnego nie można zabierać się za podjęcie tego trudnego fachu. Praca bywa momentami heroiczna, a Klienci – mocno niesprawiedliwi w swoich ocenach. Dlatego rekrutacje na to stanowisko są bardzo wymagające.

Nawet nie ma sensu składać aplikacji, jeśli nie posiadamy wiedzy z zakresu filologii, lingwistyki, nie zapominając o umiejętnej redakcji tekstu z jednej strony, a także szerokiej wiedzy ogólnej oraz specjalistycznej z drugiej.

Jeśli marzy wam się sława i zainteresowanie pięknych kobiet – nie idźcie tą drogą. Jest ona atrakcyjna, jest kreatywna, jest rozwojowa, ale nie przyniesie splendoru. Trzeba być przygotowanym na chwilami czasochłonne i nużące zajęcie, który jednak potrafi przynieść wiele przyjemności.

Jeszcze trudniej mają specjaliści, którzy na co dzień wykonują tłumaczenia techniczne. Bywają tłumem bezimiennych wyrobników, którzy cały czas się kształcą, dążą do perfekcji, użerają się z męczącymi Klientami. Są doceniani w wąskiej grupie ludzi, elitarnym gronie, do którego nie jest tak łatwo się dostać.

Przetrwanie fali, sztormów, burz nie jest łatwe, kiedy motywacja spada, frustracja rośnie, a deadline zbliża się wielkimi krokami. Brakuje wtedy otuchy ze strony wiernych fanek, kiedy tłumacze odgrywają drugoplanowe role. Blask fleszy ich nie oślepia, zatem teoretycznie mogą w spokoju zrobić zakupy, listonosz nie przeszkadza w pracy przynosząc tony listów od wielbicieli. Czy zatem tłumacz pisemny mający ambicje „medialne” ma szansę dostać się na pierwsze strony gazet? Oczywiście, lecz nie we wszystkich specjalizacjach jednakowe. Najłatwiej mają oczywiście tłumacze literatury czy twórczości filmowej, których przekłady niejednokrotnie biją na głowę oryginał i funkcjonują jako odrębne dzieła. Dobrym przykładem są tutaj tłumaczenia twórczości filmowej i telewizyjnej grupy Monty Pythona autorstwa nieżyjącego już Tomasza Beksińskiego. Wśród polskich fanów grupy są one cenione niemniej od oryginału.

Jest to banał, ale każdy zawód ma swoje plusy i minusy. Trzeba jednak uwypuklić zalety tego fachu, żeby przychodzić do pracy z uśmiechem na twarzy i witać pozytywnych współpracowników.

Pozdrawiamy, Btdservices.pl