Czy leci z nami tłumacz?

Czy leci z nami tłumacz?

Siedzisz zamknięty w dźwiękoszczelnej kabinie. Słuchasz i mówisz jednocześnie. Pot cieknie ci po czole, musisz zachować zimną krew do samego końca. Nieistotne, czy tłumaczysz wypowiedź z branży sportowej, medycznej czy prawniczej. Tłumacz konferencyjny to wszechstronnie uzdolniony fachowiec, który zawsze musi wyznawać zasadę „pomyśl, zanim powiesz”.

Aby zyskać zaufanie klientów, należy przebrnąć przez niełatwą szkołę życia, okupioną wielogodzinnymi przygotowaniami, stresującymi sytuacjami, pracą nad głosem, bo to on jest głównym narzędziem twojej pracy. Porzucasz długopis i tłumaczenie dokumentów. Tutaj nie ma czasu na skorzystanie z pomocy naukowych. Akcja dzieje się tu i teraz. To jak praca aktora teatralnego, który ma cały czas kontakt z publicznością. W krytycznych momentach musi improwizować, działać szybko, wykorzystując nieprzeciętny talent i ogromne doświadczenie. Koncentracja na najwyższym poziomie. Natomiast tłumacz pisemny pracuje w przyjemniejszych warunkach. Inna specyfika pracy. Nie każdy tłumacz pisemny może tłumaczyć ustnie i odwrotnie. Trzeba mieć do tego predyspozycje.

Tłumaczenia konferencyjne rządzą się swoimi prawami. Przekonał się o tym jeden z najlepszych polskich tłumaczy dr Witold Skowroński, który wraz z prezydentem Lechem Wałęsą złożył wizytę w „Kraju Kwitnącej Wiśni” i w jednym z wywiadów opowiedział ciekawą anegdotę:

Z panem prezydentem Wałęsą też wiąże się anegdota z jego wizyty w Japonii. Wtedy nie był już prezydentem. W czasie przemówienia porównał komunistów do rzodkiewek, które z zewnątrz są czerwone, a w środku białe. Ja wiedziałem, że w Japonii nie ma rzodkiewek, więc Japończycy by nie zrozumieli tego porównania, dlatego w tłumaczeniu zamieniłem rzodkiewki na krewetki, które także są w środku białe, a na zewnątrz czerwone. Decyzję tę podjąłem w czasie tłumaczenia, w ciągu ułamka sekundy, nie miałem na to więcej czasu. Później przyznałem się Lechowi Wałęsie do zamiany rzodkiewki na krewetkę w jego słynnej metaforze. Dopiero wtedy w pełni prezydent Wałęsa zrozumiał rzęsiste brawa, którymi nagrodzili go Japończycy…

Jak widać, poza lingwistycznymi umiejętnościami, trzeba wykazać się refleksem i niebywałą inteligencją. Tylko doświadczony tłumacz, który w swojej karierze spotkał się z wieloma z stresującymi sytuacjami, mógłby wybrnąć z takiego impasu. Reagował intuicyjnie w oparciu o swoją ogromną wiedzę. Bez odpowiedniego przygotowania, cała sytuacja zakończyłaby się fiaskiem i niezrozumieniem ze strony Japończyków. Skąd wiedział, że w Japonii nie ma rzodkiewek?! Czytać, czytać, czytać… Tłumacz konferencyjny to chodząca wielojęzykowa encyklopedia, z miłym głosem, bardzo dużym ilorazem inteligencji i nerwami ze stali. Jeśli posiadasz te wszystkie cechy, dopiero wtedy możesz spróbować wypłynąć na głębokie wody i wspinać się na najwyższe konie. Właściwe przygotowanie to spadochron, który uchroni przed bolesny upadkiem.