Lektor (nie)potrzebny od zaraz

Lektor (nie)potrzebny od zaraz

Usłyszeliśmy same pochlebne opinie znajomych o filmie, przeczytaliśmy setki recenzji, a trailer przemówił do nas przekonująco. Daliśmy się namówić, szczególnie, że codziennie mijaliśmy setki plakatów, które krzyczały do nas „chodź do kina, nie pożałujesz”. Nie mieliśmy wyjścia. Zakupiliśmy bilet, popcorn, colę. Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy z filmem. Jeszcze nie zdążyliśmy się wznieść do góry, a już odbijamy się od ściany. Słyszymy głos lektora. Minęły chyba już czasy, że filmy bez lektora praktycznie nie istniały. My chcemy się rozwijać, osłuchiwać z językiem obcym, ale polska tradycja nakazuje korzystać z usług Pana, który będzie przez cały film „umilał” nam czas. Filmy z lektorem są raczej skierowane do osób starszych, które mają problemy z szybkim czytaniem. Chyba tylko w Polsce i Rosji taki zabieg jest jeszcze praktykowany. W krajach skandynawskich wzbudziłoby to uśmiech politowania. Film z lektorem? Profanacja.

Dlatego Skandynawowie tak świetnie posługują się językiem angielskim. Od najmłodszych lat uczą się wymowy, co zaprocentuje w przyszłości. Chyba gorzej mają tylko w Niemczech i Czechach. Tam są zakochani w dubbingu. Każdy zajmujący się zawodowo tłumaczeniami ustnymi powie wam, że lektor w filmie to zbędny luksus, który uniemożliwia nam posłuchania akcentu. Dlatego Polakowi tak trudno płynnie porozumieć się po angielsku poza granicami kraju. Każdy wyraz wymawiamy oddzielnie, przenosząc to z lekcji angielskiego w szkole. Większość stacji telewizyjnych oferuje nam luksus (czytaj: pomoc lektora), którego większość… nie chce. Zbędny dodatek. Duże ryzyko, że zepsuje nam przyjemność oglądania filmowego majstersztyku.

Oczywiście doceniamy pracę tłumacza symultanicznego, np. w trakcie rozdania Oskarów lub innych wydarzeń, które polskie telewizje transmitują „na żywo”. Taki tłumacz musi słuchać i jednocześnie mówić. Spróbujcie tak kiedyś, choć przez kilka minut. A on to robi przez wiele godzin! Wielki szacunek. Kilkugodzinny wysiłek, który jest najtrudniejszą formą przekładu. W trakcie takich wydarzeń, prowadzący próbuje wprowadzić luźną atmosferę, serwując publiczności porcje żartów. W wielu sytuacjach potrzeba ogromnej wiedzy oraz... poczucia humoru, aby właściwie przekazać sens dowcipu. Chcemy się śmiać wraz z publicznością, ale niestety czasem tłumaczenie żartu jest pominięte.

Takie tłumaczenie wymaga dużego doświadczenia. Podczas Oskarów lektor musi wzbić się na wyżyny swoich umiejętności, aby nie zepsuć nam tak ważnego widowiska. Czekaliśmy na nie cały rok! Tłumacz powinien posiadać umiejętność szybkiego analizowania, mówienia, myślenia, tłumaczenia. Nie lada to sztuka. Nie dla każdego. Poprzeczka podniesiona do granic możliwości.

Pozdrawiamy, Btdservices.pl.