Niszowe perspektywy

Jeszcze niedawno znajomość języka angielskiego była mocna kartą przetargową na rynku pracy. Można była przebierać w ofertach, będąc łakomym kąskiem dla pracodawców. Dzisiaj ten język obcy nie robi na nikim wrażenia. Jego podstawowa znajomość może okazać się niewystarczająca, niezależnie od branży.

Coraz częściej możemy spotkać się w ogłoszeniach z językiem fińskim, węgierskim, niderlandzkim czy norweskim. Niszowe umiejętności lingwistyczne są w cenie. Im trudniejszy język, tym mniej osób się nim biegle posługuje. Nagle mamy do czynienia z innym systemem fonetycznym, gramatycznym czy fleksyjnym i stajemy się bardziej atrakcyjni na rynku pracy, a tym samym mamy szansę na większe zarobki.

Jeśli znamy więcej niż jeden język obcy (najlepiej, żeby tym podstawowym był język angielski), wtedy wyprzedzamy konkurencję w walce o stanowisko. Najlepiej, jeśli posiadamy nie tylko zdolności językowe, ale również ekonomiczne czy finansowe. Pole manewru zdecydowanie się zwiększa.

Branża motoryzacyjna = język japoński

A na jaki język niszowy powinniśmy się zdecydować? W dużej mierze zależy to od naszych zawodowych aspiracji. Jeśli obiektem naszego zainteresowania jest rynek motoryzacyjny, wtedy dużą przewagę da nam znajomość japońskiego, bowiem najwięcej firm pochodzi właśnie z tego kraju. Mazda, Nissan, Honda, Subaru, Toyota, Mitsubishi…

2000px-japanese_text_test

Osoby, które znajdą niszowe – a zarazem trudne – języki oceniane są jako ambitne, pracowite, zaangażowane, perspektywiczny. Coraz częściej kwalifikacje językowe stawiane są nawet ponad doświadczenie! Inwestycja w samego siebie, z której będziemy spijali piankę przez wiele lat. Aby czerpać korzyści, najpierw trzeba dać coś od siebie. Wystarczy zapytać o zdanie pracowników biura tłumaczeń, którzy nie mogą opędzić się od zleceń. Wiele firm traci na tym, że nie mają w swoich szeregach nikogo, kto znałby niszowy rynek, a znajomość angielskiego nie we wszystkich krajach otwiera furtkę do biznesu.

Bądź częścią potęgi gospodarczej

Chiny powoli stają się potęgą gospodarczą (jeśli jeszcze nie są), a osób, które potrafią biegle władać ich językiem jest naprawdę niewiele. Ten trend stopniowo się zmienia, bowiem Polacy zaczynają nawiązywać coraz więcej kontaktów biznesowych z tą częścią świata. Zapotrzebowanie na tłumaczy wzrośnie, pojawią się kolejne miejsca pracy. Dzięki temu nasz kraj będzie miał opinię przyjaznego, potrafiącego okazywać szacunek. Nie bez znaczenia jest również fakt, że osoby, które znają język chiński zarabiają naprawdę dobre pieniądze. Nawet połowa co miesiąc inkasuje ponad 6 tysięcy złotych, a jedna czwarta – 10 tysięcy. Nic dziwnego, że sinologia cieszy się taką popularnością. Na jedno miejsce na studiach przypada nawet 15-20 osób!

Dlatego zanim zdecydujecie się na konkretny kierunek studiów czy kurs językowy, warto – poza własnymi motywacjami – prześledzić sytuację na rynku pracy i prognozy ekspertów, aby po zakończeniu studiów to praca szukała nas, a nie odwrotnie.