Translator - czy zagraża nam tłumaczeniowy Skynet?

Translator - czy zagraża nam tłumaczeniowy Skynet?

Dawniej zawód tłumacza utożsamiano tylko z maszyną do pisania, stertą słowników różnej maści, papierem, kałamarzem i godzinami ślęczenia nad zadaniem, które zapijano hektolitrami kawy. Czasy się zmieniają – to banał. Zmieniają się narzędzia i tempo pracy. Szukamy urządzeń, które zastąpią ludzi i pozwolą zaoszczędzić kapkę czasu, a na koniec się okazuje, że i tak… go nam brakuje. Błędne koło, w które coraz częściej zaczynają być uwikłani także tłumacze, straszeni widmem świata, w którym istnieje tylko tłumaczenie maszynowe.

Kojarzycie pewnie Google Translate. Przydatna strona, która nieraz ratowała nam skórę, ale jest to narzędzie na krótką metę. Szukasz tłumaczenia kilku zdań? Może się przydać. Nie jest to typ długodystansowca. Im dalej w las, tym gorzej. Traci zdecydowanie przy bliższym poznaniu. Ładna okładka, ciekawy początek, ale kolejne minuty spędzony w jej towarzystwie nie należą do najprzyjemniejszych. Jeśli mamy do przetłumaczenia kilka lub kilkanaście stron, nagle zauważymy, że jakość oferują nam tylko biura tłumaczeń. Ale, czy taka będzie przyszłość? Czy tradycyjne tłumaczenia wyginą jak dinozaury?

Zacznijmy od wyjaśnienia, czym są tak naprawdę tłumaczenia maszynowe. Jest to jedna z dziedzin komputerowego językoznawstwa, która opiera się na wykorzystywaniu algorytmów tłumaczenia tekstu z jednego języka na drugi. Jest wynikiem działań ludzi, którzy szukali tańszego i szybszego rozwiązania . Ale, czy na pewno lepszego? Czy jakość poszła w odstawkę? W tym momencie przydałoby się poszukać „złotego środka”. Z pomocą przychodzi nam technologia CAT, która nie działa bez człowieka. Jedynie go wspomaga, zwiększając tempo jego pracy, poprzez dostarczanie terminologicznej bazy danych, wykorzystując pamięć tłumaczeniową. Jeśli jesteście zainteresowani, to możecie skorzystać z wielu dostępnych na rynku programów, takich jak Trados, Wordfast, MultiTrans, Logoport czy ProMemoria. Niewiele się od siebie różnią.

Nie odpowiedzieliśmy jednak na tytułowe pytanie. Tego typu translatory są coraz popularniejsze, ale wydaje nam się, że tradycyjni tłumacze mogą spać spokojnie. Co prawda, wiele portali promuje tłumaczenia maszynowe, ale mogą one być przydatne jedynie dla zrozumienia ogólnej treści oryginalnego tekstu. Dla użytku własnego, bez przekazywania dalej, bo narazimy się na śmieszność.

Główną wadą takiego tłumaczenia dokumentów jest niezrozumienie kontekstu. Języki zależne są także od różnych oznaczeń, konotacji słów czy kombinacji wyrazowych. Można używać tego narzędzia jako prywatnego asystenta, ale nie sprawdzi się jako samodzielny tłumacz, który zagwarantuje najwyższą jakość tłumaczenia w ekspresowym tempie. Można oszczędzić czas, ale również… najeść wstydu, kiedy nasz międzynarodowy kontrahent otrzyma dokument przetłumaczony przez maszynę. Człowiek trzyma się twardo i łatwo skóry nie sprzeda. A na koniec, żeby nie być gołosłownym…