Typowy dzień tłumacza

Co prawda „Międzynarodowy Dzień Tłumacza” już za nami (przyp. 30 września), ale chcielibyśmy jeszcze raz pochylić się nad tym niełatwym fachem. Tłumacze – jeśli nie świętują – to na co dzień ciężko pracują, zarówno jako freelancerzy, jak i pracownicy biur tłumaczeń. Jak zatem wygląda ich klasyczny dzień?

desk-601540_960_720

To zależy od wielu czynników. Jeśli reprezentują wolny zawód, a miejscem pracy jest ich mieszkanie i własne biurko, wtedy mogą oddać się tylko konkretnemu zadaniu, z dala od hałasów, nieznośnych szefów i rozpraszających kolegów. Jednak nie wszyscy mogą pracować w takich warunkach. Mają problemy z koncentracją, kiedy tyle pokus dookoła. Nie ma jednej recepty na sukces. Trudno jednoznacznie powiedzieć, która forma pracy daje więcej swobody i większą porcję wydajności.

Zazwyczaj – co oczywiście nie jest regułą – tłumacz pracuje w domu, samodzielnie ustala plan dnia, realizując zlecenia, które otrzymuje od biura tłumaczeń. Nie musi wtedy sam zabiegać o Klientów, koncentrując się na tym, na czym zna się najbardziej.

Nie jest łatwo – nie mając bata nad sobą – realizować kolejne zlecenia, wywiązywać się perfekcyjnie z grafiku. Potrzeba niesamowicie silnej woli, samozaparcia i… artystycznej duszy, żeby zmotywować się do pracy w tak przyjemnych warunkach.

Jeśli natomiast mówimy o pracy w biurze tłumaczeń, to tam pod tym względem jest łatwiej i… trudniej. Musimy być nastawieni na zespołowość. Nad jednym projektem pracuje nawet kilkanaście osób. Tłumacze, redaktorzy, korektorzy, edytorzy, kierownicy… Cała masa ludzi, których musi wyróżniać nie tylko elastyczność, ale umiejętność oceny oczekiwań Klienta. Nie może się zdarzyć moment rozluźnienia, gdyż wtedy o błąd bardzo łatwo. Wtedy możemy zmienić sens całego fragmentu wypowiedzi. Osoby niezorganizowane bez znajomości kilku specjalizacji w danym języku, nie mają czego szukać w tym fachu. Często nasze wyobrażanie o tym zawodzie totalnie mija się z rzeczywistością.

O ile w przypadku tłumaczy-freelancerów nie obowiązują sztywne godziny pracy, to już deadline nie jest litościwy. Presja czasu połączona z odpowiedzialnością zadania daje sporą dawkę codziennego stresu.

Koniec zlecenia nie kończy się oczywiście na wysłaniu zlecenia Klientowi. Musimy być przygotowani –niezależnie od naszych umiejętności – na kolejne poprawki, ciągle pod telefonem. Nawet najlepsi tłumacze nie mają komfortu – ośmiogodzinnej – pracy. Jeśli są cenieni, wtedy wzrasta liczba zleceń, a tym samym dzień pracy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie publikowany. Zaznaczone pola są obowiązkowe *

*